Battlefield V – pierwsze wrażenia z otwartej bety

Przez ostatnie dwa lata Battlefield 1 dzielił i rządził wśród sieciowych FPSów. Czas na następcę czyli Battlefield V. Otwarta beta działa do 11 września. Warto spróbować by wyrobić sobie zdanie na temat nowej strzelanki DICE. Jaka jest moja opinia?

Zacznijmy od tego, że jestem poniekąd fanem serii, chociaż nie wszystkie jej odsłony trafiły w moje gusta. Jak to z osobami mającymi wyrobione przyzwyczajenia bywa, mogę być daleki od obiektywizmu. Mówię o tym dlatego, że moje wrażenia są dość słodko-gorzkie.

Battlefield V przypomina poprzednika jeśli chodzi o oprawę graficzną.

Wymagania sprzętowe Battlefield V

czy do nowego Battlefield V potrzebujemy mocniejszego komputera niż do poprzedniej gry w serii? Nie. A właściwie nie, z małym “ale”. Twórcy gry gry, studio DICE chwalą się, że wprowadzili do gry nowe rozwiązanie forsowane przez NVIDIĘ, czyli ray-tracing. W praktyce, nie mając GeForce’a RTX nie musimy się tą technologią przejmować – zwyczajnie nie zobaczymy jej w działaniu. Natomiast kiedy odpalimy grę na komputerze z układem GTX 10XX lub odpowiadającym mu Radeonem, oczekiwana przez grę wydajność będzie zbliżona do tego, co czekało na nas w BF1.

Granie na takiej maszynie naturalnie nie sprawiło najmniejszego nawet problemu.

Battlefield V nie ma zawyżonych sztucznie wymagań, co czasem miewa miejsce w przypadku nowych gier. Warto przypomnieć, że to beta, zatem drobne usprawnienia w szybkości działania mogą się jeszcze pojawić. Grę uruchomiłem na, świetnym skądinąd, laptopie MSI GS65, uzbrojonym w GeForce’a GTX 1070 Max-Q. Ani razu prędkość działania Battlefield V na ustawieniach Ultra nie spadła poniżej 60 klatek na sekundę, ba, najniższy zarejestrowany drop (w chwili wybuchu pociski V1) to 73 fps. Średnio uzyskiwałem zaś około 90 klatek na sekundę. To wynik właściwie identyczny z BF1.

Grafika – Battlefield V wygląda naprawdę świetnie

Gra jest przy tym naprawdę ładna. Wygląda podobnie jak… Battlefield 1 😉 Tak, produkcja DICE sprzed dwóch lat nie zestarzała się wizualnie i nadal ma piękną oprawę graficzną. Nowy Battlefield V oferuje dość podobne wrażenia. Przynajmniej do chwili jak nie zaczną wybuchać bomby i pociski.

Zorza polarna nad Narwikiem wygląda znakomicie.

A te wybuchają wspaniale. Model destrukcji otoczenia jest naprawdę świetny i wiele elementów da się zniszczyć… chociaż tu pojawiają się absurdy. Jakie? O ile nie ma problemu z wysadzeniem ściany działem czołgowym, czy wjechanie stalową bestią w bardziej drobny budynek i przemienienie go w ten sposób w kupę desek i gruzu to zgniecenie stojącego na ulicach Rotterdamu auta za pomocą czołgu jest, niestety, niemożliwe. Szkoda. Nie wiem jak Wy, ale ja chcę by mój telefon i laptop były zbudowane z tego co ten niepozorny pojazd z lat 40. Ani rysy po tym, jak wpakowałem się na niego z Panzer IV.

Rotterdam wygląda efektownie. Na pochwałę zasługują detale łodzi, szyldy, odbicia w witrynach sklepów i w wodzie.

Wizualnie jest więc świetnie, ale nie zawsze konsekwentnie. Broń jest natomiast zbudowana bardzo ładnie, oddając detale konstrukcji, co było też cechą poprzedniego Battlefielda.

Duży wybuch? Ano właśnie V1 przyleciało.

Broń i klasy postaci – czyli czym robimy kuku w Battlefield V (i komu) ?

Aktualnie w grze mamy do dyspozycji cztery klasy postaci: szturmowca, medyka, żołnierza wsparcia, oraz zwiadowcę. Podziała jest identyczny jak w BF1, chociaż istnieją wyraźne różnice. Przede wszystkim mamy do dyspozycji bardziej zróżnicowany arsenał, chociaż na tę chwilę silnie ograniczony liczbą dostępnych pukawek. Szturmowiec ma do wyboru zarówno prawdziwy karabin szturmowy (StG44), jak i samopowtarzalne karabiny (jak choćby Gewehr G43) czy strzelby. Medyk uzbrojony jest w pistolety maszynowe, zwiadowca posiada naturalnie karabiny snajperskie, a puszek-wsparciuszek dysponuje przeróżnymi lekkimi karabinami maszynowymi.

Medyk domyślnie uzbrojony jest w brytyjskiego Stena.

Względem BF1 w nowym Battlefield V dobór broni niejako wymusza obecność medyków na pierwszej linii frontu. Pistolety maszynowe są świetne na krótkim dystansie, a przy okazji medyk w samym środku akcji jest bardziej przydatny niż z dala od niej. Także obecność celnej broni samopowtarzalnej w klasie szturmowca oznacza, że możemy niejako przejść tą klasą z bliskiego, do średniego dystansu.

Sturmgewehr 44 jest podstawową bronią szturmowca. Co jest trochę dziwne, jako, że jest to jednak z najlepszych, jeśli nie najlepsza broń II wojny światowej.

Zmienił się także zwiadowca. A konkretnie – mechanizm odpowiadający za zabicie przeciwnika jednym strzałem. W poprzedniku mieliśmy do czynienia z tzw. sweet-spotem czyli zakresem dystansów, na którym karabiny zwiadowcy zadawały 100 lub więcej punktów obrażeń. To powodowało, że celowanie w głowę nie było już aż tak istotne. W Battlefield V jest – tym samym wracamy do mechanizmu z poprzednich BF’ów.

Mamy także wybór jeśli chodzi o broń podręczną, tę do walki wręcz oraz gadżety. Na tę chwile wybór jest nieco ograniczony.

Medyk i zwiadowca zyskali nieco na znaczeniu, jako że teraz życie odbudowuje się samo bardzo powoli, startujemy z niewielką ilością amunicji oraz (to zupełna nowość), każdy, bez względu na klasę, może wskrzeszać umierających sojuszników. Różnica jest taka, że medyk robi to zdecydowanie szybciej.

System modyfikacji jest do… pewnego miejsca – przynajmniej w tej formie

Broni na tę chwilę jest dostępnej pozornie niewiele. Pozornie, bo w Battlefield V mamy do czynienia z systemem modyfikacji, znanym z części sprzed BF1. Usprawnienia broni są tu jednak nieco dziwne. Niemal wszystkie dają jakąś korzyść, ale nie powodują spadku innych statystyk.

Pojazdy też można ulepszać.

Tym samym, gdy gra się ukaże, to osoby, które zaczną w nią grać szybko, odblokują usprawnienia swoich ulubionych pukawek, zyskają sporą przewagę nad graczami, który do gry dołączą np. za pół roku. Moim zdaniem to jeden z poważniejszych grzechów Battlefield V open beta. Podkreślam, że chodzi o wersję beta, bo może (mam taką nadzieję) DICE zmieni to w finalnej wersji gry.

Kontrowersyjny system zmiany wyglądu postaci

Pamiętacie trailer, który wywołał tyle szumu? Pokazany na E3 film na szczęście nie ma dużo wspólnego z tym, co widzimy w otwartej becie gry. Domyślne modele postaci wyglądają dobrze, chociaż są oczywiście zupełnie bezsensowne historycznie i przeładowane elementami (po co medykowi maska tlenowa z samolotu i gogle – nie mam pojęcia).

Modele postaci są nieco przesycone dodatkami. To jeszcze nie to, co w CoD:WW2, ale zbliżamy się.

Możliwość wyboru w grze jest dobrą opcją, byle tylko wybór nie okazał się zbyt szeroki. Co mam na myśli? Domyślnym modelem postaci dla brytyjskiego zwiadowcy jest kobieta dalekowschodniego pochodzenia. OK, niech będzie. To oczywiście mocno niehistoryczne, ale równie bez sensu jest przecież STG44 podczas operacji w Norwegii. Tego się nie obawiam. Jednak fakt, że nie mamy możliwości zmiany wyglądu postaci w wersji beta budzi mój niepokój. Wolałbym zobaczyć, czy DICE nie pójdzie drogą Activision i ostatniego CoD’a, gdzie mogliśmy zbudować absurdalne postaci, przesycone kolorowymi dodatkami. Więc kto wie, może ruda dziewczyna z mechaniczną ręką z trailera jeszcze wróci. Oby nie.

Mapy czyli dobrze i niedobrze

Na chwilę obecną mamy do dyspozycji niewiele map: Narvik, w wersjach nocnej i dziennej, oraz Rotterdam. O ile pierwsza z map jest zdecydowanie bardziej otwarta, o tyle druga oferuje mieszankę walki w na krótkim dystansie (w budynkach), jak i na dłuższe odległości, szczególnie nad kanałami holenderskiego miasta.

Rotterdam jest świetnie zaplanowaną mapą.

Widać, że DICE postanowiło grać mocno sceneriami, które zmuszają nas do więcej niż “płaskiej” gry. Wiadukty, wzgórza, wysokie budynki, wielopiętrowe domy – to wszystko jest elementem map w Battlefield V. Jednocześnie mnogość elementów mogących ulec zniszczeniu i wielopoziomowość map sprawia, że gra, chociaż szybka, staje się nieco chaotyczna. Widać to szczególnie na mapie Narvik, gdzie większość budowli jest drewniana, a tym samym stosunkowo łatwa do zniszczenia. Oczy trzeba mieć dookoła głowy zdecydowanie bardziej niż dotychczas.

Pojazdy w Battlefield V

Tych na chwilę obecną jest dostępnych stosunkowo niewiele. Czołgi i samoloty dostępne są w ten sam sposób, co w poprzedniku, a więc w bazie każdej ze stron. Przy punkach na mapie znajdziemy czasem inne pojazdy, jak transportery opancerzone czy niemieckie Kettenrady (takie skrzyżowanie motocykla z… czymś na gąsiennicach).

Czołgi są zrealizowane nieźle, chociaż mam wrażenie, że piechota czesto pozostaje bezradna wobec stalowych bestii.

O ile czołgi są naprawdę spoko, o tyle już z samolotami jest coś odrobinę nie tak. Mam wrażenie, że model lotu jest nieco dziwny, jakby zbyt ułatwiający sprawę pilotowi, a jednocześnie sterowanie (domyślny invert) wymaga przyzwyczajenia. Poza tym póki co mamy dość dziwny dobór maszyn. Po stronie Osi mamy dwie odmiany Junkersa Ju87 Stuka i jedną wersję Messerschmidta BF109G, po stronie aliantów: dwie odmiany myśliwca Supermarine Spitfire oraz lekki bombowiec Blenheim. O ile rozumiem “sztukasy” w roli samolotów wsparcia, o tyle nie widzę w tej roli Spitfire’ów.

BF109 jako maszyna do atakowania celów naziemnych? No cóż…

Podsumowanie – czekamy na wersję finalną

Przyznaję, że Battlefield 1 na początku mnie oczarował. Battlefield V nie zdołał tego zrobić. Gra jest szybka, ładna, dynamiczna, ma nieźle działające pukawki i szczegółowe modele postaci. Niestety, w grze da się wyczuć pewien nadmiar chaosu, średnio przekonuje mnie też zmiana “wskrzeszania” poległych sojuszników. Dziwić może także dobór pojazdów. Do wystawienia Battlefield V rzeczywistej oceny trzeba zaczekać, aż gra pojawi się w finalnej wersji.