Czy laptopy do gier są drogie?

Coraz częściej grywamy nie na komputerach stacjonarnych, a na laptopach. Powodów może być całkiem sporo – najważniejszym jest chyba zbliżająca się coraz bardziej do desktopów wydajność gamingowych laptopów, oraz pewien element wygody – laptop do gier niekoniecznie wymaga biurka, do tego przemieszczamy się dziś coraz częściej. Dodatkowo pojawia się tu kwestia… ceny. 

Dream Machines G1660Ti-15PL20 – nowoczesny laptop o całkiem solidnych parametrach (fot. Dream Machines)

Cena? Przecież laptopy gamingowe są drogie!

Otóż… niekoniecznie. Nie twierdzę, że są od desktopów tańsze. Po prostu nie są znacząco bardziej kosztowne. I tak, wiem, że w desktopie zawsze można coś niecoś podkręcić, rozbudowa jest łatwa/możliwa itd. Na tym się nie skupiam, patrzę dziś na moment gdy właśnie podłączyliśmy świeżo rozpakowany komputer. Dla pewnego porównania postanowiłem przyjrzeć się temu, co możemy złożyć samodzielnie w cenie laptopa G1660Ti-15PL20 firmy Dream Machines. Dokładniej – sprawdzimy ile kosztować będzie zbliżony możliwościami desktop. 

Całość podzespołów wybrałem z oferty X-komu, a więc sklepu cieszącego się opinią dość niedrogiego, a przy tym świetnie wyposażonego. Oczywiście, parametry będą się nieco różniły – chociażby wielkość ekranu będzie wyraźnie inna. To jednak dziwić nie powinno, a bardziej kontrowersyjne decyzje wyjaśnię poniżej. Najpierw jednak – ceny. 

Laptop do gier za 4599 zł

Wybrana konfiguracja to jedna z wielu opcji modelu G1660Ti w ofercie Dream Machines. Jest to wersja domyślna i w żadnym razie nie jest tą optymalną, ale to właśnie tę weźmiemy dziś pod lupę. Oczywiście, jest to laptop konfigurowalny, gdyż bazuje na tzw. kadłubku, co pozwala na dobór znaczącej części podzespołów wedle własnego uznania. Konfiguracja G1660Ti-15PL20 zawiera procesor Intel Core i5-9300H (4 rdzenie/8 wątków, 2,4 GHz/4,1 GHz, 8 MB cache). To układ dość wydajny, zdatny do grania we współczesne tytuły AAA. Można też dopłacić do wersji z Core i7-9750H – różnica w cenie to około 600 zł. 

Reszta konfiguracji obejmuje kartę graficzną GeForce GTX 1660 Ti, a więc układ bazujący na GPU Turing. Nie ma on jednak specjalnych jednostek poświęconych obliczeniom związanym ze śledzeniem promieni. Karta posiada 6 GB własnej pamięci GDDR6. 

Całość uzupełnia 8 GB RAM DDR4 G.Skill Ripjaws oraz nośnik SSD o pojemności 480 GB. Ten ostatni jest, niestety, modelem 2,5-calowym, korzystającym z interfejsu SATA, a więc niezbyt szybkim. 

Ekran urządzenia ma rozdzielczość Full HD i został wykonany w technologii IPS. To w praktyce oznacza, że kąty widzenia będą dobre, przynajmniej na tyle, że w miejscu publicznym każdy, kto stanie nam za plecami będzie dobrze widział co na komputerze robimy 😉 

Producent wycenił tę konfigurację na 4599 złotych. Podaję celowo wersję bez systemu, bo ten bywa przedmiotem manipulacji (np. producenci komputerów kupują go czasem taniej od Microsoftu). Poza tym fajniej mieć wersję BOX, którą spokojnie zainstalujemy na następnej maszynie z jakiej będziemy korzystali, kiedy już nasz nowy laptop/pecet się znudzi i czeka go wymiana. Pecet o podobnych parametrach jest pewnie duuużo tańszy, prawda?

…a podobny pecet kosztuje…

No właśnie – ile? Do porównawczej konfiguracji “wrzuciłem” To, co widzicie poniżej. Dalej natomiast opiszę skąd taki, a nie inny wybór. 

 

Kwestii takich jak obudowa, RAM, zasilacz czy karta sieci bezprzewodowej wyjaśniać chyba nie trzeba. Wybór CPU jest podyktowany tą samą generacją (w obu przypadkach 9), rozsądną ceną, oraz, podobnie jak w mobilnym modelu, zablokowaną możliwością zabawy mnożnikiem. Procesor ten posiada 6 rdzeni (2 więcej niż w laptopie). I tu teoretycznie ktoś mógłby powiedzieć, że 200 zł tańszy Core i3-9100F lepiej oddawałby możliwości oferowane przez mobilny Core i5-9300H, bo podobnie jak on jest 4-rdzeniowy. Otóż… niekoniecznie. Przede wszystkim ma on zarówno mniej pamięci cache (6 MB zamiast 8 MB), a poza tym nie obsługuje HT, zatem jego cztery rdzenie to także cztery wątki, podczas gdy w mobilnym Core i5 – dwa razy więcej. Poza tym, bądźmy szczerzy – i3-9100F jest mocno nieopłacalnym wyborem w obliczu i5-9400F. Ten będzie oczywiście nieco szybszy niż model użyty w laptopie, ale różnica nie będzie wielka. 

Użyliśmy takiej samej (różnice między desktop i mobile są tu nieznaczne) karty graficznej, podobnego dysku i płyty głównej klasy średniej. Czy to wszystko? Otóż nie. 

W laptopie mamy jeszcze kilka elementów, będących integralną częścią urządzenia. Jako odpowiednik ekranu wybrałem monitor Acer SA220QABI. Dlaczego ten? To bardzo tani model, który jednocześnie dysponuje rozdzielczością Full HD i ma matrycę IPS. Do tego ma też minimalnie wyższą częstotliwość odświeżania niż większość ekranów (75 Hz zamiast marnych 60 Hz). 

Głośniki nie powinny dziwić – wybrałem tani model Logitecha, który wprawdzie nie zachwyci nikogo brzmieniem, ale też nie okaleczy nam słuchu trzaskami. 

Klawiatura to już kwestia dość oczywista – tu, podobnie jak w przypadku ekranu, trzeba było wybrać coś, co będzie dysponowało zbliżonymi cechami do laptopowego modelu – zatem pełen blok numeryczny oraz wielobarwne podświetlenie. Jednocześnie wybrałem model najtańszy T-Dagger GUNBOAT. I nie, nie tylko dlatego, że ma fajną nazwę… 

T-Dagger GUNBOAT

No dobrze, dlatego 😉

ORP Błyskawica – znacznie lepszy gunboat 😉

Wróćmy do komputera. Ostatni element to coś, co może wzbudzić pewną kontrowersję, bo nie jest elementem obligatoryjnym. Zasilacz awaryjny. Laptopy mają własną baterię, podczas gdy komputery stacjonarne nie. Przynajmniej na ogół jej nie mają. UPS stanowi swoistą “baterię dla peceta” – umożliwiającą chociażby zapisanie gry czy dokumentu gdy padnie prąd i wyłączenie urządzenia w cywilizowany sposób. Celowo wybrałem model tani, który nie podnosi ceny zestawu znacząco, a pozwala utrzymać działanie komputera przez chwilę. Dosłownie. Ten element ma w praktyce zasymulować obecność baterii i jestem świadom, że to raczej kiepska proteza. Niemniej jednak doliczanie potężnego UPS’a zdolnego do podtrzymania komputera przez kilka godzin zwielokrotniłoby cenę zestawu. 

No i jest. 4064 złote. Tak, myszy nie doliczam, bo użytkownik laptopa też ją kupi. Różnica między laptopem i desktopem do gier nie przekracza znacząco 500 złotych. 

Kurtyna

Jasne, 500 zł to nie jest nic. Jestem świadom, że wymieniony wyżej pecet będzie też, za sprawą mocniejszego CPU, osiągał wyższe wyniki wydajności. Niewiele wyższe, ale wyższe. Powyższa kalkulacja ma natomiast na celu pokazać jedno – laptopy gamingowe to od dawna nie jest, jak twierdzi przynajmniej kilka znanych mi osób, fanaberia bogatych dzieci. To sprzęt kosztujący podobne pieniądze co desktopowe odpowiedniki. Czy to dużo, czy też mało, to osobna kwestia.