Na jakie gry czekam – premiery gier 2017

Chyba zawsze jest tak, że na coś czekamy. Na tramwaj, na wypłatę, na weekend, na początek tygodnia jeśli to seria Heroes of Might and Magic. Czekamy też na nadchodzące premiery gier, filmów, książek i seriali. Dziś zajmę się właśnie grami, zaznaczam od razu, że nie tylko tymi, do uruchomienia których konieczny jest komputer.

Nie da się omówić najciekawszych premier roku 2017 bez kilku słów o roku ubiegłym. Bo 2016 rok, mimo iż większość nas zapamięta go pewnie jako 365 dni strachu o naszych ulubionych celebrytów, był rokiem całkiem niezłych gier. Przede wszystkim z jednego gatunku: FPSów. gdyby się dobrze nad tym zastanowić, to najsilniejsze tytuły ubiegłego roku, to właśnie sieciowe strzelaniny. Zaczęło się od FarCry Primal, a więc sporym rozczarowaniem. Gra może i ładna, ale schematyczna. Może i oryginalna, ale właściwie powielająca schematy, chociaż w zupełnie niestandardowej oprawie. Bo przyznaję, że jaskiniowcem nie grałem chyba od czasów Prehistoryka.

Potem był Overwatch. No i boom – Blizzard kolejny raz pokazał, że po prostu potrafi robić gry. Nigdy dotąd nie wydziergali żadnego FPSa? Nie, i co z tego? Gra wyszła świetnie. Połączenie MOBA i FPS w cukierkowej oprawie, z rozsądnymi wymaganiami sprzętowymi. Bajka. Trochę droga, ale Blizzard już nas do tego przyzwyczaił. W końcu paliwo do ich prywatnych helikopterów tanie nie jest.

No i oczywiście w 2016 roku wyszły dwie gry z rywalizujących ze sobą od lat serii: Battlefield 1 i Call of Duty: Infinite Warfare. Oryginalnością realiów (I wojna światowa), ciekawszymi pukawkami oraz ogólnie lepszym wykonaniem BF1 pozamiatał rywala, który w “normalnym” roku byłby tytułem co najmniej dobrze odebranym. BF1 jednakże zdominował sobie rynek i moim zdaniem całkiem słusznie.

Jasne, były też i inne, dobre premiery, jak choćby Darkest Dungeon czy Cywilizacja 6, ale to raczej pojedyncze, nie-FPSowe perełki ubiegłego roku. W 2017 roku nie ma, moim zdaniem, jednego gatunku, który rozdawałby karty. Oto kilka najciekawszych, moim zdaniem, premier 2017 roku:

For Honor – 14 lutego 2017

Do gier wydawanych przez Ubisoft mam zawsze odrobinę dystansu. No bo wiadomo, że szansa na to, że my, gracze, będziemy de facto beta-testerami jest całkiem spora. Niemniej jednak starcie Wikingów, Samurajów i Rycerzy w ostrej rąbaninie przypominającej bardzo lubiane przeze mnie Chivalry, jest czymś co nie może nie przykuwać uwagi.

Wystarczy spojrzeć na trailer, by zrozumieć, że gra może wymiatać. Dosłownie. Do tego wymagania sprzętowe są całkiem przyzwoite.

Sniper Elite 4 – 17 lutego 2017 

Poprzednie części Sniper Elite były po prostu dobre. Gra jest drugowojennym TPP, która tym razem przeniesie nas do Włoch. Zróżnicowany teren, dużo wzgórz i drzew za którymi można się ukryć to teren wymarzony dla snajpera. Jeśli graliście w część trzecią, rozgrywającą się w Afryce Północnej, poczujecie się jak w domu. Główny bohater, Karl Fairburne, pozostał ten sam.Tym razem możemy też wziąć na cel nie byle jaki obiekt, bo możliwe będzie zastrzelenie pewnego wpływowego Austriaka z kiepskim wąsem. 

 

Torment: Tides of Numenera – 28 lutego

W tym przypadku mamy do czynienia z nawiązaniem do prawdziwej legendy. Planescape: Torment to dla wielu, w tym dla mnie, jedna z najlepszych gier w historii cyfrowej rozrywki. Serio. Mało który tytuł uważam za tak dobry, głęboki i wciągający. Czy Tides of Numenera sprosta zadaniu i choćby zbliży się do poziomu Planescape’a? Nie wiem, ale wkrótce się dowiem. To gra, która jest oczywiście przedstawicielem gatunku cRPG. Tu także mamy widok z rzutu izometrycznego, a nasz główny bohater (lub bohaterka) ma pewne dość poważne problemy z pamięcią.

Przyznam, że to gra o która trochę się boję. Boję, bo tak silne nawiązanie do gry, którą wielu graczy po tylu latach nadal uważa za wzorzec jest ryzykowne. Trzymam kciuki za to, by się udało. Jeśli tak będzie, to podejrzewam, że na kilka dni zniknę dla świata i ludzkości.

Mass Effect: Andromeda – 23 marca

Jeśli dotąd nie grałeś w poprzednie części Mass Effecta, to nadrób zaległości. Pod koniec marca startujemy bowiem w kierunku galaktyki Andromeda i chyba nikt nie wie co nas tam czeka. Kontynuacja, która jednocześnie nie jest kontynuacją – tak można nazwać ME: Andromeda. Bo chociaż gra w tych samych realiach, to pierwszy raz bez komandora Sheparda. Czy będzie dobrze?

Myślę, że będzie. Każda z trzech dotąd wydanych części była grą wybitną.  I nawet jeśli przyczepimy się do słabego zakończenia części trzeciej, to chyba nikt nie może z czystym sumieniem powiedzieć “było słabo”. Czekam na Andromedę i wiem, że wielu z Was także, jak za dziecka na gwiazdkę. Lub do niedawna na Pyrkon 😉

 

Marzec 2017

W marcu czeka was wyprawa na Syberię. I tak, podobne słowa w naszym kraju mogą wzbudzać pewną konsternację, szczególnie wśród osób nieco lepiej obeznanych z historią. Nie ma co się jednak obawiać, bo ta wyprawa będzie mocno baśniowa, wymagająca wyobraźni, ale i logicznego myślenia, obfitująca w piękne widoki i ciekawą historię. Po trzynastu latach przerwy wcielamy się bowiem w rolę Kate Walker, którą dziwne koleje losu (oraz po prostu dziwne koleje) zabrały na tytułową Syberię.

Syberia 3 jest oczywiście, podobnie jak poprzednie części, przygodówką, w której kolejne etapy gry odblokowujemy rozwiązując skomplikowane zagadki logiczne. No dobrze, czasem nieco mniej logiczne, ale nadal skomplikowane.

Grywacie w gry figurkowe? W bitewniaki? Jeśli tak, to może zainteresować was Might & Magic: Showdown. To nowa gra od Ubisoftu, która wykorzystuje silną licencję świata Might & Magic, a jednocześnie daje nam możliwość stoczenia pojedynku sieciowego z innymi graczami, w stylu kojarzonym raczej z turniejami gier bitewnych niż typowymi grami komputerowymi.

Gra wygląda ciekawie, i mimo iż jest to tylko poboczny dla serii tytuł, to jednak licencja Might&Magic zobowiązuje, prawda?

 

Kwiecień 2017 

Sudden Strike to seria, która pojawiła się w 200o roku i od tego czasu co kilka lat pojawiała się kolejna odsłona gry. Ostatnia, jak dotąd, w 2009 roku. W kwietniu 2017 mamy otrzymać natomiast cześć czwartą.

Sudden Strike 4 będzie, podobnie jak poprzednie części, RTSem osadzonym w realiach II wojny światowej. Do dyspozycji mamy tu cztery główne strony konfliktu w Europie (Niemcy, ZSRR, USA i Wielką Brytanię), dziesiątki zróżnicowanych jednostek oraz nowość w postaci generałów.

Gra wygląda dobrze, a poprzednie części były całkiem udane. Dla mnie jednak zwykle ustępowały one Company of Heroes, ale to oczywiście rzecz gustu. Każdą dobrą strategię czasu rzeczywistego przyjmiemy z otwartymi mackami.

 

Maj 2017 

Battalion 1944 – sieciowy, drugowojenny shooter. Brzmi dobrze? Owszem, chociaż obawiam się o wykonanie, bo dotychczasowe, największe osiągnięcie twórców tej gry (Bulkhead Interactive) to raczej przeciętnie odebrana Pneuma: Breath of Life. Gra może i ładna, ale jakoś niezbyt rozchwytywana przez fanów.

Zobaczymy jak będzie. Grafika wygląda nieźle i mam nadzieję, że gra namiesza nieco na rynku sieciowych strzelanin. Acz po FPS-owym roku 2016 będzie to zadanie równie łatwe jak wygranie z Nerchiem w SC2.

 

Gdzieś w 2017 roku

Gwint: Wiedźmińska Gra Karciana – chociaż dostęp do bety można było zgarnąć już pod koniec roku 2016, to pełna wersja karcianki online opartej o grę znaną nam wszystkim z Wiedźmina ukaże się dopiero w 2017 roku. Kiedy dokładnie? Tego nie wiadomo.

O samej grze można powiedzieć tyle, że jeśli podobał wam się Gwint w W3, to spodoba się i jego samodzielna wersja. Mnie nie urzekło. Hearthstone jest nadal lepszym tytułem, a przy okazji sieciowe karcianki jakoś mnie nie grzeją. I mówi to ktoś, kto swojego czasu grywał bardzo dużo w Warhammer: Inwazja. Warto nadmienić, że w tym roku zobaczymy także premierę innej karcianki, tym razem opartej o realia świata Elders Scrolls. Tytuł ten, podobnie jak Gwint, pojawił się w formie otwartej bety jeszcze w 2016 roku, a jego premiera ma nastąpić w 2017 roku. Opinie po becie są takie sobie, więc trudno oczekiwać cudu. Widać jednak, że moda na online’owe karcianki ma się całkiem dobrze.

 

Kingdom Come: Deliverence – gdy pierwszy raz zobaczyłem ten tytuł uznałem, że to ściema. Wygląda zbyt dobrze, zapowiada się zbyt ciekawie, po prostu coś tu musi dupnąć. Zobaczymy jak będzie, ale ten czeski, średniowieczny cRPG wygląda na tytuł, który może pozamiatać na rynku gier RPG gdy rodzimy Wiedźmin się już nieco zestarzeje lub zwyczajnie znudzi.

Zalety? Przede wszystkim świetna grafika, która przyciąga wzrok od pierwszego momentu. Po drugie system walki, który wygląda na nieco bardziej realistyczny niż to do czego przywykliśmy. Po trzecie świeże podejście do tematu, bo to erpeg bez magii. Fikcyjna, ale realistyczna kraina w technologicznych realiach XV wieku. Jak dla mnie: brzmi awesome 🙂

 

Warhammer 40 000: Dawn of War 3 – dwie dotąd wydane części Dawn of War były świetnymi RTSami. Szybkie, dynamiczne, wymuszające (w większości) ofensywną grę, a poza tym w realiach “młotka 40k”. I chociaż Dwójka miała sporo krytyków, to uważam, że wniosła nieco świeżości w czasach gdy RTSy właściwie były już na skraju śmierci. Dziś, być może stoimy u progu odrodzenia tego gatunku. Taką przynajmniej mam nadzieję.

Dawn of War 3 wygląda świetnie, ale to akurat nie zaskakuje, bo obie poprzedniczki także charakteryzowały się wybitną, jak na swoje czasy, oprawą graficzną. Z pewnością będzie epicko, ale czy gra zyska sobie takie uznanie jak cześć pierwsza? Zobaczymy.

Jako pewną ciekawostkę mogę dodać, że w 2017 roku ma ukazać się także inny tytuł w realiach WH40K, a więc Warhammer 40 000: Inquisitor – Martyr. Ma to być coś, co twórcy nazywają RPG akcji, a erpegowcy Hack&Slashem. Tu będzie to raczej Shoot&Slash, bo gra w końcu jest s-f’ką. Na tę chwilę wiadomo o niej jednak bardzo niewiele.

Kingdom Under Fire II to kolejny tytuł, który może wzbudzać zainteresowanie, ale jego dokładna data premiery nie jest pewna. Wiemy, że ma ukazać się w 2017 roku, ale kiedy dokładnie, tego nie podano. W każdym razie jest to gra z pogranicza RTS i cRPG, z dosyć efektowną grafiką. Całość toczy się w realiach bardzo typowego fantasy, a więc mamy tu rycerzy w lśniących zbrojach, piękne krasnoludy i brodate elfy… czy jakoś tak.

Gra wyraźnie stawia na rozmach starć i pokazuje, że warstwa RPG będzie tu tak samo ważna jak strategiczna. Ja osobiście jestem ciekaw, zwłaszcza, że pamiętam cześc pierwszą jako, może nieporywającą, ale przyjemną grę z początku tego stulecia.

 

Marvel’s Guardians of the Galaxy: The Telltale Series to z kolei gra oparta o komiks i film Guardians of the Galaxy. Film, który sprawił mi niemało frajdy, zbudował już niezłą świadomość wśród odbiorców, że komiks Guardians of the Galaxy w ogóle istnieje. Nie był on bowiem nigdy popularny, może dlatego, że np. w naszym kraju pozostawał właściwie niedostępny.

Talltale Games robi gry, w których opowieść gra pierwsze skrzypce. W tym przypadku nie będzie inaczej i możemy spodziewać się czegoś bliższego interaktywnemu komiksowi niż skomplikowanej grze 3D.

 

Moun&Blade 2: Bannerlord – przyznaję, że ten tytuł jest w moim absolutnym Top3 najbardziej oczekiwanych gier tego roku. Dlaczego? Bo po prostu kocham cześć pierwszą, z jej niesamowicie podatnym na moddowanie systemem. Do tego otwarty świat oraz połączenie RPG z … sam nie wiem czym. Strategią ekonomiczną, RTS i cholera wie czym jeszcze. Całość wykonana świetnie, ale lata lecią i żadne mody nie sprawią, że M&B zacznie wyglądać dobrze. Zwłaszcza, że gra nie mogła aspirować do miana ładnej w czasach gdy była nowością. Stąd druga część.

Jak wyjdzie? Z opinii o wersji beta można wywnioskować, że gra czerpie pełnymi garściami z poprzedniczki. Mechanika gry jakoś szczególnie się nie zmieniła, a pewnej poprawie uległy, poza grafiką, aspekty RPG oraz oblężenia (w końcu sprzęt oblężniczy da się jakoś obsługiwać!). Ja czekam na Bannerlorda z przekonaniem, że to jest tytuł, który znowu skradnie mi wiele dni.

 

Of Kings and Men to tytuł bardzo bliski Bannerlordowi. Ta gra MMO została stworzona przez zespół Donkey Crew, znany z modów do M&B właśnie. Gra ma łączyć aspekty ekonomiczne i militarne, a my będziemy mieli możliwość pięcia się w hierarchii społecznej gry.

Wszystko wygląda obiecująco, ale muszę przyznać, że mam spore obawy co do pewnego zjawiska, charakterystycznego dla gier MMO w których zaczynamy od roli chłopa/biedaka/kogoś kto nie ma nic generalnie. Otóż gry tego typu (Black Death, Life is Feudal) mają brzydką tendencję do zamykania się zupełnie na nowych graczy. Uruchomiłeś grę po raz pierwszy? Super. Będziesz chłopcem na posyłki innych graczy. I nie, nie awansujesz, bo ktoś już ma zamek, a ty masz szałas. Jak spróbujesz wybudować coś większego niż lepianka to pan z zamku przyjedzie i wrócisz do budowania szałasu. Mam nadzieję, że tu twórcy gry zapobiegną podobnemu mechanizmowi.

 

W tym roku mamy też szansę na wstrząs. Kolejny. Pierwszy miał miejsce w 1996 roku i od tego czasu czasem nami trzęsie. Mniej lub bardziej 🙂 Chodzi oczywiście o grę Quake, a konkretnie jej odsłonę o nazwie Quake Champions. Jest to w sumie już piąta część gry, podobnie jak część trzecia, skupiona na rozgrywkach sieciowych. Quake Champions ma być shooterem o esportowym zacięciu, z nielimitowaną liczbą klatek oraz odświeżaniu serwerów z częstotliwością 120 Hz. Poza tym ma być tak, jak już było: dynamicznie, szybko, kolorowo i krwawo.

Jeśli więc rocket jumpy to wasz chleb powszedni, możecie już szykować portfele na Quake Champions.

 

Premiery gier 2017 – podsumowanie?

Rok 2017 zapowiada się naprawdę nieźle, a przecież nie znamy jeszcze wszystkich premier. Z pewnością pojawi się coś jeszcze, co przykuje moją i waszą uwagę. Mam też nadzieję, że być może to własnie w 2017 roku dojdzie do renesansu nieco zapomnianego gatunku gier jakim są RTSy.

A na jakie gry wy czekacie najbardziej? Które premiery gier 2017 są tymi najbardziej oczekiwanymi akurat przez was? Dajcie znać w komentarzach.