James Donkey 610 – klawiatura mechaniczna rodem z Chin

Klawiatury mechaniczne są drogie, prawda? Niekoniecznie. Za niewielkie pieniądze można kupić klawiatury mechaniczne, o może dziwnie brzmiących nazwach, ale całkiem solidnie wykonane. Jedną z nich jest klawiatura mechaniczna James Donkey 610.

Nazwa rzeczywiście jest kłopotliwa. Jakub Osiołek – to nie brzmi najlepiej. Aczkolwiek pomijając nazwę, mamy do czynienia z całkiem udaną klawiaturą, opartą o czerwone przełączniki mechaniczne. To stawia moim zdaniem tę klawiaturę wśród modeli skierowanych raczej dla użytkowników, którzy dużo grają. Chociaż producent, ma wyraźnie inny pomysł na model James Donkey 610.

Tak, chińska klawiatura James Donkey 610 wygląda dziwnie w towarzystwie high-endowej myszy i takich też słuchawek Roccata.

Pierwsze wrażenie czyli chińska klawiatura mechaniczna mówi ‘dzień dobry’

Przywykłem do fantazyjnych, efektownych opakowań sprzętu dla graczy. Tak, dla graczy, bo ten model klawiatury mechanicznej sam producent tak właśnie pozycjonuje model 610. Tu mamy do czynienia z prostym opakowaniem z czarnego, matowego kartonu i z żółtymi wystawkami. Wewnątrz? Klawiatura, podkładka pod nadgarstki, lakoniczna instrukcja w kilku językach. Wszystko. Nic więcej. Żadnych płyt ze sterownikami czy dedykowanym softem.

Solidność, obudowa czyli jak zbudowana jest klawiatura James Donkey 610

Sama klawiatura jest z pewnością interesująca. Zasadnicza jej część jest wykonana z tworzywa sztucznego, ale z wierzchu mamy do czynienia ze wzmocnieniem metalem. Aluminiowa płyta wygląda całkiem dobrze i nadaje charakteru chińskiej klawiaturze. Dodatkowo w zestawie znajdziemy podkładkę pod nadgarstki. Ta wykonana jest z plastiku, ale jest dość solidna i raczej nie uszkodzimy jej przypadkiem, nawet przy intensywnej rozgrywce.

Przełączniki – czyli co oferuje James Donkey 610?

Przełączniki to najbardziej istotny element klawiatury mechanicznej. Ich jakość decyduje o tym jak z danej klawiatury się korzysta. W przypadku omawianego modelu jest zaskakująco dobrze… przynajmniej w kontekście ceny.

Zastosowane przełączniki to chińskie switche marki Outemu w kolorze czerwonym. Co ciekawe, na niektórych stronach można przeczytać iż znajdują się tu przełączniki marki Kailh, a nawet Cherry MX. To jednak nie jest prawda, przynajmniej nie w przypadku egzemplarza, który otrzymałem do testów. Same przełączniki różnią się nieco od czerwonych Cherry MX. Wygląda na to, że są one wyraźnie twardsze niż stawiające minimalny opór czerwone przełączniki niemieckiej firmy. Nie znaczy to, że mamy do czynienia ze sztywną klawiaturą. Nie w tym rzecz. Jest dość miękka, w pełni liniowa i zapewnia całkiem niezłe wrażenia podczas gry. Przełączniki nie są wprawdzie ciche, ale daleko im do niebieskich. Względem głośności przypominają raczej brązowe Cherry MX.

Kolorki i LEDy – czyli efekciarstwo w taniej klawiaturze mechanicznej z podświetleniem

By nie było zbyt różowo: podświetlenie realizowane przez tą klawiaturę jest dalekie od pięknego. Wprawdzie możemy je regulować, wybierając spośród kilku trybów pracy, ale w praktyce jest to wybór między trybami, które wyglądają obciachowo lub odpustowo.

Nie jest to bowiem podświetlenie RGB, a jedynie wielokolorowe podświetlenie LED, w którym to każdy klawisz ma na stałe przypisany kolor. Dla osób, które nie kochają pstrokacizny i zwykle ustawiają jedną barwę podświetlenia na całości klawiatury (ja tak mam) to wyraźny minus.

Sterowanie funkcjami multimedialnymi

Klawiatura James Donkey 610 posiada nieco funkcji multimedialnych, uruchamianych za pomocą przycisku Fn. Możemy sterować głośnością, uruchamiać kilka programów systemowych (jak odtwarzacz multimediów, klient poczty czy przeglądarka internetowa). Osobiście, poza sterowaniem dźwiękiem, używałem też szybkiego uruchamiania kalkulatora, ten bywa mi bowiem dość często potrzebny.

Możemy też zmieniać tu tryby podświetlenia, chociaż tak jak pisałem powyżej – nie jest to najbardziej efektowne podświetlenie i jak dla mnie ma dość dużą dozę jarmarczności.

Wrażenia z grania – co potrafi tania klawiatura mechaniczna?

Wbrew temu, czego można by się spodziewać niedroga klawiatura z Chin jest całkiem wygodna podczas grania. Oferuje wyraźnie bardziej przyjemną obsługę niż kosztujące mniej więcej podobną kwotę klawiatury membranowe większości producentów. Klawisze nie “chodzą” na boki, reakcja następuje szybko, a niski opór sprawia, że precyzja sterowania w grach sprawdza się całkiem nieźle.

Klawiaturę sprawdzałem w kliku tytułach, w tym w Overwatch, Warhammer: Vermintide 2, Battlefield 1, Heroes of the Storm i World of Warships. W żadnym z tych tytułów nie trafiłem na zjawisko ghostingu. Nawet w bardziej dynamicznych grach klawiatura zachowuje się bardzo dobrze. Tania klawiatura mechaniczna z Chin oczywiście ustępuje bardziej wyrafinowanym konstrukcjom kosztującym kilka razy więcej, ale to chyba oczywiste. Większość konkurentów w swoim przedziale cenowym jednakże dość wyraźnie dystansuje.

Jak pisze się na James Donkey 610?

Należę do tych osób, które lubią pisać dużo. To moja praca (na co dzień publikuję w CHIP). Dlatego przykładam sporo uwagi do tego jak pracuje się z tekstem przy użyciu konkretnej klawiatury. Tu, mam wrażenie, jest nieco słabiej niż w przypadku gier. Odrobinę twardszy finisz i, z racji liniowości, niewyczuwalny punkt aktywacji, sprawiają, że pisanie na taniej, mechanicznej klawiaturze spod znaku Jakuba Osiołka (nadal bawi mnie ta nazwa) po kilku godzinach nieco daje się we znaki. Pod tym względem wolę klawiatury o nieco innej charakterystyce.

 

Nie znaczy to jednak, że do codziennego pisania ta klawiatura się nie nadaje. Sprawdza się nieźle zwłaszcza w porównaniu do najczęściej wykorzystywanych w biurach tanich modeli membranowych. Bo wiadomo, udało się oszczędzić 50 zł na wyposażeniu stanowiska pracy – wielki sukces zarządzania firmą 🙂

Podsumowanie – czy tania klawiatura mechaniczna z Chin jest warta swojej ceny?

Pewnie zauważyliście, że cenę trzymałem do samego końca w tajemnicy? Nie bez przyczyny. Na Gearbest zapłacicie za nią 177 złotych, co jak na klawiaturę mechaniczną jest wydatkiem niewielkim. Znacznie taniej znajdziecie ją jednakże na innych chińskich sklepach. Czasem idzie znaleźć ją za ledwie 115 zł.

Czy to dużo? Nie, jak na to co oferuje klawiatura James Donkey 610 to naprawdę niewiele. Jest wygodna, wydaje się być dość solidna, ma podświetlenie (chociaż nieco jarmarczne). W tej cenie nie jest to popularny zestaw cech. Czy warto się na nią skusić? Odpowiedź jest nie tak łatwa jak może się wydawać. Osobiście wolę klawiatury o nieco bardziej sprzyjającej pisaniu charakterystyce. Ale jeśli korzystacie z komputera głównie do gier, to tani James Donkey 610 może okazać się dla was dobrą metodą na wejście w świat klawiatur mechanicznych. Tylko pamiętajcie: od niego już nie ma odwrotu.