Komputer marzeń na 2018 rok

“Gdybyś dziś, drogi nerdzie, składał komputer, mając przy tym budżet niemal nieograniczony, to co byś wybrał?” Przyznaję, że chciałbym mieć takie dylematy. Warto jednak puścić wodze fantazji. Przedstawiam Wam Nerdhub-PC-Dream-Come-True na początek 2018 roku 😉

Zacznijmy od tego iż nie są to tylko domysły. Jak pewnie część z Was wie, poza prowadzeniem NerdHub, który jest moim całkowicie prywatnym projektem realizowanym głównie dla przyjemności, jestem także dziennikarzem w CHIP.pl.  Skutkuje to m.in. tym, że sprzętu komputerowego przewija mi się zdecydowanie więcej, w tym też niezmiernie potężne podzespoły. I chociaż prywatnie korzystam z zupełnie nieimponującego laptopa, to właściwie stale mam na biurku jakąś wydajnościową bestię. A to sprawia, że poza wynikami benchmarków mam też wgląd w pozostałe aspekty takie jak kultura pracy czy solidność elementów. I właśnie na podstawie tej wiedzy piszę poniższy tekst. Tekst, bo nie test – załatwienie wszystkich komponentów jest dość trudne, bo wbrew pozorom producenci nie sypią nimi z rękawa, a ewentualny koszt takiego eksperymentu przekracza mój budżet po wielokroć.

Założenia

Ten PC nie ma być maszyną tylko do gier. To ma być bestia. Edycja video 4K, gry 4K, a do tego lans stylem i klasą. Jednocześnie to ma być komputer osobisty. Wiecie, pecet. Stąd brak tu np. podzespołów serwerowych, chociaż czasem aż kusiło by wstawić to Intel Xeon Gold. Ale nie, wszystko tutaj będzie dla, teoretycznie, normalnych pecetów.

Płyta główna

Podstawa komputera, która determinuje wiele istotnych spraw. Jak choćby to, jaki zastosujemy CPU. Tych na rynku jest całkiem sporo, a obydwaj producenci procesorów mają więcej niż jedną, aktualną podstawkę. Gdybyśmy składali komputer w jakimś zwyczajnym, rozsądnym budżecie, to pewnie zdecydowalibyśmy się na AM4 (dla AMD) lub LGA 1151 (dla Intela). Ale my tu dziś szalejemy, więc wybieramy pomiędzy platformami TR4 (AMD) i LGA 2066 (Intel).

Przyznaję iż miałem już kontakt z obydwiema. Zarówno z wielkim (dosłownie) Threadripperem, jak i nieco, przynajmniej moim zdaniem, niezrozumianym przez część użytkowników Core i9. Co wybrałbym mając właściwie nieograniczony budżet?

To może nieco zaskakujące, ale mój wybór tym razem padłby raczej na produkt AMD. O samym CPU za chwilę, najpierw omówmy jego towarzysza. A jest nim Gigabyte X399 DESIGNARE EX, płyta bazująca na chipsecie X399 od AMD, stworzona do współpracy z potężnymi jednostkami z serii Threadripper.

W tej kategorii nie ma słabych płyt. Wszystkie konstrukcje na tym chipsecie to wysoka półka i absolutnie każda będzie dobrym wyborem. Dlaczego więc model Gigabyte? Bo raz, że ma solidną konstrukcję (wzmacniane sloty). Dwa, że ma bogaty panel tylny, z mnóstwem portów, a producent nie zapomniał przy tym o starawym, ale przecież najlepszym dla klawiatur złączu PS/2. Trzy, że mamy tu aż trzy gniazda M.2. W końcu: cztery – jest biała. A mam taki kaprys, by ten PC był w środku biały. Bo tak.

Procesor

Miniony rok należał, przynajmniej moim zdaniem, do AMD. Wielki powrót amerykańskiej firmy to dla mnie technologiczne wydarzenie 2017 roku. Nie wiem dlaczego, ale nie mogę się oprzeć porównaniu do bohatera kultowej serii Rocky. W przypadku AMD scenariusz jest chyba zbliżony. Lata solidnego łomotu od odwiecznego rywala. Były deski, było liczenie. A tu nagle zawodnik podnosi i zadaje cios. Ryzen. Rynek przestaje być monolitycznie intelowski. Za pierwszym idzie także drugi cios. Threadripper. I chociaż przeciwnik stoi na nogach pewnie, to teraz walka wróciła na dawny, równy poziom.

Dobra, dosyć tych porównań. Mój wybór to najpotężniejszy z Threadripperów: 1950X. 16 rdzeni. 32 wątki. 32 MB pamięci cache. Liczby robią wrażenie, ale to nie tylko one grają. Ten CPU jest po prostu diabelnie wydajny i chociaż konkurencja ma podobne monstra w postaci serii Core i9, to właśnie na Threadrippera padłby mój wybór. Dlaczego?

Ten CPU jest wielki. Dosłownie.

Chociaż Intel Core i9-7980XE jest w większości przypadków nieco szybszy, to jednak sprowadza się to głównie do benchmarków. Oba procesory to prawdziwe monstra. Mój wybór to jednak coś na kształt uznania dla AMD za budowę, po wielu latach przerwy, naprawdę dobrych CPU z najwyższej półki, przy zachowaniu wyraźnie niższej ceny niż w przypadku jednostek Intela. A to, że 1950X da się jeszcze nieco podkręcić to już zupełnie inna sprawa 😉

Chłodzenie

Przyznaję, że dla takiej bestii jak Threadripper 1950X potrzebne jest nie byle jakie chłodzenie. Dlatego zdecydowałbym się na wydajny zestaw Corsair Hydro Series H150i Pro. Potężny blok wodny długości prawie 40 cm, z użebrowaniem z miedzi i aluminium. Trzy wentylatory 120 mm. Po prostu bajka. Do tego cicha bajka, bo najgłośniej jak ten zestaw pracuje to ledwie 25 dB.

Na takim chłodzeniu wyciśniemy (gdyby to komuś było serio potrzebne, a szczerze wątpię) jeszcze nieco dodatkowych megaherców z naszego Threadrippera. Wentylatory w Corsair Hydro Series H150i Pro są oczywiście białe, a blok CPU ma delikatne podświetlenie, którego barwę można zmieniać.

Pamięć RAM

Na czym, jak na czym, ale na pamięciach RAM się nie oszczędza. Przynajmniej nie na ich pojemności, bo jak wiemy doskonale, RAMu nigdy za dużo. A ponieważ mamy dostępnych aż osiem slotów na pamięć RAM to zróbmy z tego faktu użytek. Dwa komplety G.SKILL 64GB 3200MHz Ripjaws V Black CL14. Razem 128 GB diabelnie szybkiej pamięci RAM.

Dlaczego akurat te kości pamięci? Po pierwsze to bardzo dobrej klasy zestawy, przystosowane do wspólnej pracy nawet w tak licznym (8 modułów) komplecie. Do tego mimo dość wysokiej częstotliwości mają niskie opóźnienia CL 14. A to, że kontrolery pamięci w procesorach AMD “lubią” niskie opóźnienia wyszło przy okazji testów w redakcji CHIP, do której także sam należę. Procesory te są nieco “trudniejsze” lub może po prostu mniej oczywiste w obsłudze pamięci RAM niż “niebieska” konkurencja. Wysokie częstotliwości są oczywiście mile widziane, ale jeśli opóźnienia rosną przy tym do naprawdę wysokich wartości, to ogólne rezultaty wydajności pamięci RAM spadają.

Karta graficzna

Budując maszynę marzeń nie możemy zapomnieć o potężnej karcie graficznej. A właściwie kartach graficznych, bo te znajdą się tu aż dwie. Trochę w tym marzycielskiej próżności, bo tak naprawdę wystarczyłaby niemal zawsze tylko jedna z nich. Mowa o Zotac GeForce GTX 1080 Ti Extreme Edition – najmocniejszym seryjnie produkowanym GeForce na rynku. Miałem okazję sprawdzać możliwości tej bestii i rzeczywiście: urywa.

Ta mała karta w tle to też GTX 1080Ti. Serio. Wersja Mini od Zotac.

To karta bezsprzecznie bardzo wydajna, silnie podkręcana względem zwykłego GTX 1080Ti, do tego dysponująca jeszcze pewnym zapasem wydajności. Jasne iż jest to konstrukcja droga i w większości przypadków o możliwościach znacznie przekraczających potrzeby, ale składamy przecież maszynę marzeń, prawda?

Pojedynczy GTX 1080Ti potrafi zdziałać naprawdę wiele, a co dopiero dwa? Te karty można bowiem spiąć w SLI i rzeczywiście uzyskać więcej wydajności. I chociaż sam nie jestem fanem układów multiGPU, to jakoś nie wyobrażam sobie komputera marzeń z tylko jedną kartą graficzną.

Pamięć masowa

Wydajność komputera zwykle jest taka, na jaką pozwala jego najwolniejszy element. A tym często jest podsystem pamięci masowej, który zbyt często składa się wyłącznie z nośników talerzowych. W maszynie marzeń nie widzę miejsca na technologię magnetycznego zapisu danych, Innymi słowy: talerzy nie uświadczymy.

Ponieważ mamy płytę główną wyposażoną w trzy złącza M.2, korzystające przy tym z magistrali PCIe X4, powinniśmy dobrac odpowiednio szybkie dyski. Mój wybór? Samsung 960 Pro MZ-V6P2T0BW 2 TB M.2. A konkretnie trzy takie dyski. Każdy z nich o pojemności aż 2 TB, co jak na SSD jest wartością potężną. Co więcej: płyta główna daje nam możliwość spięcia tych bardzo wydajnych nośników w RAID 0. Przepustowość jest wówczas naprawdę porażająca.

Przyda się nam jednak też nieco więcej pojemności. Nie uzyskamy jej jednak montując dysk talerzowy, a szybkie nośniki SSD. Wybór padł na Toshibę Q300 Pro, nośnik podłączany do tradycyjnego SATA i w zdecydowanie bardziej znajomej większości użytkowników formie 2,5″. Więcej o tym dysku dowiecie się z osobnego materiału. W maszynie marzeń montujemy aż cztery takie dyski tworząc z nich macierz RAID 0.

Razem to aż 10 terabajtów diabelnie szybkiej pamięci masowej. Kwota, którą na podobny system należy wydać też jest porażająca.

Zasilanie – czyli czym nakarmić monstrum

Nie ukrywajmy: taka bestia potrzebuje sporo prądu. Do tego stabilnie podanego, o wysokiej mocy. Zasilacz w przypadku tak wydajnej maszyny jest niezwykle istotny. A skoro nie bawimy się tu w półśrodki to mój wybór padłby na prawdziwego behemota wśród zasilaczy ATX. Corsair AX1500i 1500W Platinum. 1,5 kW energii elektrycznej. Sprawność ponad 92% przy pełnym obciążeniu.

Oczywiście też modułowy system kabli oraz możliwość monitorowania przez specjalną aplikację (zasilacz podłącza się wówczas dodatkowo poprzez USB). Ponieważ ten PSU posiada wolnoobrotowy wentylator 140 mm nie będzie szczególnie natrętny dla słuchu.

Obudowa, czyli klatka na bestię

Obudowa stanowi o funkcjonalności komputera, nadaje mu formę i chociaż może czasem okazać się zbędna, to dobra “buda” po prostu jest fajnym uzupełnieniem i rozwinięciem tego, co ma w środku. Włożenie podzespołów naszej bestii na 2018 rok do pudła za 150 zł byłoby posunięciem wręcz bluźnierczym. Wybieram więc jedną z lepszych obudów na rynku ale… wspominałem już, że chcę biały komputer?

Nie, to z pewnością nie jest tęsknota za tym, że kiedyś to zimą był śnieg. Komputerowym rasistą też nie jestem. Po prostu dawno nie miałem białego komputera. Bardzo dawno. Więc co stoi na przeszkodzie? Be quiet! Dark Base PRO 900 White Edition to mój wybór. Jest mega-funkcjonalna, ma świetnie zaprojektowane ułożenie slotów na dyski, kanały na prowadzenie kabli.Ah, no i jest biała. Bajer typu wbudowana ładowarka zbliżeniowa na telefon to już dodatek.

Podsumowanie czyli po co to wszystko?

Ano po to, że fajnie sobie nieco pomarzyć. I chociaż na samą myśl o takim monstrum technologicznego geeka przeszywa miły dreszcz, to w praktyce mało kto potrzebuje takiego potwora. Cena noworocznej, białej bestii to około 43 tysiące złotych. I prawdę mówiąc bałbym się trzymać takiego potwora w domu. Kto by zapłacił wówczas moje rachunki za prąd? Poza tym zastosowania, jakie większość z nas znalazłaby dla takiego monstrum zwykle byłyby niczym wobec jego możliwości. I oczywiści, pewnie można by było pokusić się o ekran o rozdzielczości 8K, by jakoś spróbować “zagiąć” tę maszynę. Pytanie tylko po co.

Ale jeśli ktoś z was czuje, że chce i potrzebuje, to tym bardziej życzę Wam takiej rakiety na nowy, 2018 rok. Serio. No i jakiejś kasy, by rachunki za prąd was nie zabiły 😉