TP-Link Neffos C5A – sympatyczne minimum

Tanie smartfony mają się nieźle. Nie każdy bowiem potrzebuje telefonu o mocy obliczeniowej przewyższającej pięcioletniego laptopa. Czasem wystarczy coś prostego i… małego.

 

TP-Link pokazał, że potrafi robić nie tylko sprzęt sieciowy, z którego jest najbardziej znany, ale także telefony. Przykładem tego może być chociażby Neffos X1. A jak ten sam producent poradził sobie w segmencie low-end? Tutaj do boju TP-Link wystawił formację składającą się z niepozornych smartfonów z rodziny C, w tym bohatera dzisiejszej recenzji, model Neffos C5A. Smartfon kosztuje ledwie nieco ponad 200 złotych, a mimo to jego używanie nie jest przykrością. Chociaż potrzeba do niego nieco wyrozumiałości.

Wrażenia zewnętrzne czyli jak solidny jest Neffos C5A?

Podsumowując wrażenia zewnętrzne: jest OK, chociaż zalatuje nieco przeszłością. Telefon nie jest duży, dobrze leży w dłoni. Ogólnie prezentuje się przyzwoicie. Przenosząc to na szkolne oceny Neffos C5A zasługiwałby mimo wszystko na szkolną trójkę, ale na szczęście jego segment to nie taka całkiem normalna klasa i ocenę tą należy podnieść do czwórki. 

Należy się spodziewać, że kosztujący tak niewielkie pieniądze telefon nie zachwyci jakością wykonania. I rzeczywiście, do zachwytu jest daleko… ale trudno też zarzucić C5A niską jakość obudowy. Jeśli miałbym go do czegoś przyrównać to najpewniej do telefonów średniej półki sprzed kilku lat. Ma aż nadto cech, które przypominają telefony AD 2013.

Po pierwsze: obudowa, której plecy stanowią zaślepkę dla wyjmowanej baterii i gniazd na karty SIM oraz MicroSD. Kiedyś oczywista sprawa, dziś wymienna bateria wydaje się już być reliktem przeszłości. Żadnych sanek na karty też nie ma. Zamiast tego stare, dobre, sprawdzone sloty… ale zaraz. Ile ich jest? Trzy. Dwa na karty SIM, jeden na kartę pamięci. TP-Link Neffos C5A jest prawdziwym dual-SIMem, bez hybrydowych slotów.

Po drugie: grubość. Ten telefon według współczesnych standardów powinien przejść na małą dietę. Nie, że jest gruby… nic z tych rzeczy. Jak to się dziś określa? Jest pełnych kształtów. Przy tym nie waży dużo, bo ledwie 159 gramów.

Po trzecie: ramki ekranu. Przywykliśmy ostatnio do telefonów, których przód niebezpiecznie zbliża się do bycia wyłącznie wyświetlaczem. A tu przychodzi taki Neffos C5A i mówi “będzie po staremu”. Ramki ekranu nadają mu wygląd właśnie modelu wyprodukowanego raczej kilka lat temu. I co z tego, skoro jednocześnie sprawiają, że urządzenie jest bardziej solidne?

Z przodu znajdziemy także wydzielone przyciski dotykowe, w pełni standardowe dla Androida. Jednakże dziś w większości smartfonów są one realizowane wyłącznie software’owo. Nad ekranem natomiast znajdują się głośnik, czujnik światła oraz przedni aparat. Tył to natomiast szara, wykonana z niezłego plastiku pokrywa mieszcząca obiektyw (dość znacznych rozmiarów) aparatu głównego wraz z diodą doświetlającą. Poniżej tej pary umieszczono logo serii. Tuż nad dolną krawędzią natomiast znalazło się miejsce dla logo producenta i głośnika multimediów. Wiecie, tego, którego używają 13-letni bieda-didżeje w środkach komunikacji miejskiej. Krawędzie bryty to natomiast regulacja głośności i włącznik, a także gniazda: MicroSD i słuchawkowe.

Specyfikacja czyli powrót do przeszłości

TP-Link Neffos C5A to telefon o specyfikacji odpowiadającej cenie. Ta natomiast jest bardzo niska. W zamian za około 230 zł otrzymujemy smartfon z czterordzeniowym SoC MediaTek MT6580M taktowanym 1,3 GHz, 1 GB RAM oraz 8 GB pamięci wewnętrznej.

Pełna specyfikacja brzmi raczej jakbyśmy sięgnęli po telefon ze średniej półki, ale sprzed kilku lat. Moje obawy budziło szczególnie ledwie 1 GB RAM.

Specyfikacja TP-Link Neffos C5A:

  • ekran 5″
  • rozdzielczość 854×480 pikseli,
  • procesor MediaTek MT6580M 4 x 1,3 GHz,
  • 1 GB RAM,
  • 8 GB pamięci wewnętrznej,
  • aparat główny 5 Mpix, dioda LED,
  • aparat przedni 2 Mpix, dioda LED,
  • Łączność: Wi-Fi, Bluetooth, 3G
  • GPS, GLONASS,
  • microUSB,
  • czytnik kart pamięci microSD,
  • dual SIM,
  • 3.5 mm wyjście słuchawkowe,
  • akcelerometr,
  • bateria 2300 mAh,
  • system operacyjny Android 7.0 Nougat,
  • wymiary: 145,5 x 72,6 x 9,64 mm,
  • waga 159 gramy.

Wydajność czyli co potrafi telefon za 230 zł?

1 GB RAMu? Przecież to nie ma prawa działać poprawnie w 2018 roku. Widać Neffos C5A jest całkowicie nieświadomy swojego kalectwa i działa całkiem sprawnie. Zaskakujące, ale prawdziwe. Oceniając wydajność w skali szkolnej to Neffos C5A jest takim uczniem, co do którego wszyscy wiedzą, że nie zda, po czym widzicie się ponownie w szkolnej ławce we wrześniu. Chociaż mało brakowało. 

Co potrafi? Ano niedużo. Telefon pracuje całkiem przyzwoicie pomimo specyfikacji, która jest właściwie dopasowana do ceny. To zasługa dobrej optymalizacji systemu. W benchmarkach jednak telefon dostał lanie niczym reprezentacja Polski na Mistrzostwach Świata w Rosji.

Chciałbym powiedzieć, że w grach jest lepiej, ale chciałbym też mieć jacht pełnomorski i z 6 cm wzrostu więcej i niewiele z tego wychodzi. Niestety, TP-Link Neffos C5A w kwestii wydajności w grach jest równie skuteczny, co finanse państwowe Grecji. Hearthstone’a wprawdzie uruchomimy, ale rozgrywka będzie ślamazarna i nie będzie należała do przyjemnych. Bez problemu uruchomiłem natomiast świetne Alto’s Adventure – grę prostą, ale wciągającą, którą szczerze polecam.

Partyjkę w Hearthstone da się rozegrać, ale nie jest to super-wygodne.

Ekran

Szału nie ma. Ekran w TP-Link C5A to wyświetlacz o słabych kątach widzenia, nie najgorszych kolorach i niskiej rozdzielczości. Przekładając to na skalę szkolną to jest to taka solidna trójka. 

Ekran o przekątnej 5 cali dziś jest uznawany za mały. Przypomnę tylko, że taki iPhone 6S miał 4,7-calowy wyświetlacz. Punkt widzenia zmienił się jednak przez te kilka lat. O ile wspomniany telefon Apple’a miał rozdzielczość 750 x 1334, a TP-Link Neffos C5A, na swoim nieco większym przecież ekranie, zmieścił ledwie 480 x 854. Tak niska rozdzielczość ekranu ma też jedną zaletę: zużycie energii (o tym nieco dalej).

Niestety jest to panel typu TN, a ten, tak samo jak w ekranach laptopów lub monitorów komputerowych, cechuje się słabymi kątami widzenia. Te rzeczywiście są kiepskie, a jasność maksymalna ekranu jest odrobinę zbyt niska do swobodnej pracy podczas słonecznego dnia. Jednocześnie na plus należy zaliczyć odwzorowanie kolorów i ich intensywność. Te są naprawdę ładne i żywe.

Bateria

Jeśli mieliście w klasie kolegę, który wprawdzie słabował ze wszystkich przedmiotów, ale był dobry z WF, to możecie śmiało przyjąć, że wytrzymałość akumulatora jest dla Neffosa C5A takim właśnie “wuefem”. Jedyna piątka na tym świadectwie. 

Pojemność baterii 2300 mAh nie napawałoby optymizmem w przypadku typowego telefonu z 2018 roku. Ale, jak już ustaliliśmy, Neffos C5A jest z nieco innej epoki. Typowego użytkowania na jednym ładowaniu możecie oczekiwać około 60 godzin. Czyli 2,5 dnia. To naprawdę dobry wynik.

Aparaty

Zdjęcia zrobione Neffosem C5A wyglądają jak wykonane telefonem co najmniej dwukrotnie droższym… czyli nadal bardzo tanim. Dobrze prezentują się uzyskiwane barwy, ale aparat źle radzi sobie z ruchomymi obiektami. Przedni aparat natomiast oferuje słabe, jakby wyprane kolory. Szkolna czwórka z plusem jeśli weźmiemy pod uwagę cenę telefonu. 

Przyznaję, spodziewałem się, że zdjęcia wykonywane tym telefonem będą dramatycznie złe. Przyczyną tego przekonania była oczywiście cena urządzenia. A tu Neffos C5A wyciął mi numer, bo zdjęcia nim wykonane prezentują się znacznie lepiej niż wynikałoby z ceny telefonu.

Zdjęcia oczywiście nie powalają, ale też nie są bardzo złej jakości. Kolory są soczyste, może nieco podbite, ale wyglądają naprawdę ładnie. Szczegóły oczywiście dość mocno gubią się na tych zdjęciach, a dostępny tryb HDR wprowadza raczej niewielkie zmiany w fotografii. Niemniej w telefonie za nieco ponad 200 złotych naprawdę należało spodziewać się gorszego aparatu.

Przedni aparat… cóż, tu jest gorzej. Kolory są nieco wyblakłe i wyraźnie coś jest nie tak z geometrią obiektów bliżej krawędzi zdjęcia.

 

 

Podsumowanie – czy TP-Link Neffos C5A jest godny swojej ceny?

To bardzo tani telefon i tak należy go traktować. Nie mogę powiedzieć, że zachwycił mnie czymkolwiek, ale przyznaję, że zaskoczeń było kilka. Pierwszym i największym była jakość wykonywanych zdjęć, znacznie lepsza niż się spodziewałem. Drugie zaskoczenie to w gruncie rzeczy niezłe działanie samego telefonu, mimo żałosnej wręcz specyfikacji technicznej. Trzecim jest czas pracy na baterii. Wady natomiast nie były zaskoczeniem. Słaby ekran, niska wydajność, kiepski przedni aparat. Tyle, że gdy do tego wszystkiego dodamy cenę to mamy naprawdę ciekawe urządzenie. Pytanie dla kogo?

Dla osób, którym wystarczą absolutnie podstawowe zadania, które nie oczekują cudów. Może być także dobrym rozwiązaniem np. jako telefon dla osoby starszej, nieco mniej za pan brat z technologią, ale chcącą mieć dostęp np. do serwisu pogodowego, programu TV czy okazjonalnego robienia zdjęć.