Najlepsze gry RTS w historii – Top 10

Istnieje gatunek gier, który ostatnio jakby zamarł, a przez lata był jednym z najpopularniejszych. Mam tu na myśli strategie czasu rzeczywistego, lub w skrócie RTSy. Przedstawiam subiektywną listę najlepszych gier RTS w historii.

Nie bez przyczyny poruszam temat strategii czasu rzeczywistego. Gatunek ten był przez całe lata jednym z filarów rozwoju gamingu, a w początkach e-sportów to właśnie jeden spośród RTSów był niekwestionowanym liderem. Obecnie ten gatunek, po latach nieobecności być może jest u progu renesansu. Mam taką nadzieję, a w podsumowaniu napiszę wam dlaczego.

Poniższe zestawienie jest mocno subiektywne. Każda z tych gier, wymienionych w zestawieniu, to tytuły wybitne. Każda potrafiła przykuć na długie godziny. To co, lecimy?

 

10. Dune 2 (1992)

Był rok 1992. Wielu z czytających ten tekst pewnie nie było jeszcze nawet w planach, a panowie z Westwood Studios wyprodukowali pierwszego udanego RTSa. Miejsce w tym zestawieniu otrzymuje głównie dlatego, że ta gra była prekursorem. Wyszła w czasach nieco dziwnych, bo wówczas gry wydawano nie tylko na platformę PC, ale też na Amigę i konsolę Sega MD. Tak było w przypadku Dune 2.

Tytuł oparty fabularnie o prozę Franka Herberta ukazywał militarne zmagania trzech rodów tytułowej Diuny – pustynnej planety posiadającej dość niezwykłą kulturę i technologię. Trzy strony konfliktu, kampania fabularna, budowa i rozbudowa bazy, rozwijanie jednostek, walka o surowce. Znacie? Tak, Dune 2 było pierwszym takim właśnie tytułem.

Dziś jest już zabytkiem, swoistym reliktem, który być może za kilkadziesiąt lat (gdy gry przestaną być dla mainstreamu “infantylną zabawą dla dzieci wywołującą agresję”) będzie pokazywany podobnie jak dziś filmy braci Lumiere.

 

9. Command & Conquere: Red Alert 2 (2000)

Kolejny zabytek, ale chyba do dziś wielu z nas łezka nostalgii kręci się w oku słysząc charakterystyczny Hell March.

Alternatywna rzeczywistość w której alianci wynajdują maszynę czasu by cofnąć się w przeszłość i zgładzić Hitlera. Plan się udaje, ale zamiast II wojny światowej jaką znamy z kart historii otrzymujemy po prostu inną, w której Armia Czerwona nie mając przeszkody w postaci nazistów postanawia wybrać się na objazdowe tour po Europie. W drugiej części gry zostaje zaatakowany bastion aliantów, a więc USA.

Gra oddawała w nasze ręce kontrolę nad armią aliantów lub sowietów. Te jednak, bo przecież to historia alternatywna, składały się z jednostek co najmniej dziwnych. Wykorzystywanie cewek tesli przez Rosjan, czołgi kamuflażowe, sterowce bojowe czy bojowe… delfiny.

Było dziwacznie i niesamowicie grywalnie. Gra zasłużyła na bardzo wysokie oceny, mimo iż oprawa graficzna była raczej dość zwyczajna jak na epokę roku 2000.

Wysoką jakość natomiast miały cut-scenki w kampanii. Taki wyróżnik serii, bo obsadzano tam nieraz dosyć znanych aktorów, do tego wykonanie było o tyle nietypowe iż były to rzeczywiście filmy z żywymi aktorami, a nie animacje.

 

8. Age of Empires 2 (1999)

Zdaniem wielu, w tym moim, najlepszy przedstawiciel swojej serii. Gra RTS, która mimo pewnych niedoskonałości oraz upływu czasu jest nadal popularna. Nie wierzycie? Otóż całkiem niedawno, bo w 2013 roku wydano uwspółcześnioną wersję HD Edition, która nie tylko była i jest możliwa do odpalenia przez Steam, ale też możemy grać w wysokich rozdzielczościach. Mało? Do tej nowej wersji wydano aż trzy rozszerzenia dodające nowe nacje, jednostki i budynki. Tak, można tam zagrać także Słowianami, których ewidentnie brakowało w oryginale.

Dlaczego nie jedynka lub dwójka? 

Część pierwsza to bowiem antyk (dosłownie i w przenośni), który chociaż był świetną grą, nigdy nie zyskał aż takiej popularności jak “dwójka”. Część trzecia natomiast, chociaż była grą świetnie wyglądającą jak na jej epokę, nie stała się nigdy tak popularna jak część druga. Dlaczego?

Myślę, że magia Age of Empires 2 kryje się w jej tematyce. Toczymy bowiem boje w średniowieczu, od mroków początków tej epoki, po pierwsze chwile renesansu. Wiadomo więc, że łatwiej tu o popularyzację gry, bo średniowieczne starcia to już swoista ikona. Część trzecia natomiast rozpoczynała się z końcem XV wieku, a kończyła na epoce wojen napoleońskich. A o ile kliszę z bitew średniowiecznej Europy ma w głowie chyba każdy, o tyle późniejsze starcia mogą wydawać się większej liczbie osób zwyczajnie obce.

Część trzecia jest często krytykowana za zbyt dynamiczną rozgrywkę, uproszczoną ekonomię i niedoskonały balans w trybie multiplayer.

 

Gra w oryginale skupiała się na rozbudowie ekonomicznej, a następnie militarnej potęgi jednej z 13 nacji (w dodatku The Conquerors doszły kolejne trzy). Każda cechowała się odrobinę odmienną charakterystyką rozgrywki, własnym cudem do wybudowania oraz własną jednostką (lub jednostkami) specjalną.

 

7. Company of Heroes & Company of Heroes 2 (2006 i 2013)

Te dwie gry wrzucam do jednego worka nie bez przyczyny. Są bowiem dość podobne, mają wiele wspólnych elementów, a styl rozgrywki zmienił się dość nieznacznie. Jasne, w dwójce doszła jeszcze Armia Czerwona, którą gra się po prostu inaczej, a motyw z mrozem zabijającym żołnierzy był dość pomysłowy.

Obie części to RTS, które i dziś wyglądają nieźle (chociaż dwójka naturalnie dużo lepiej) i dają sporo funu z grania. Dzięki dużemu zróżnicowaniu jednostek, dodatkowym zdolnościom oraz sprytnie działającej mechanice (widoczność, przyszpilenie ogniem itd.) gry z serii Company of Heroes oferują wiele możliwości.

Przyznam, że kampanie w części pierwszej podobały mi się znacznie bardziej niż kampania w “dwójce”. Jednak obie części miały przygotowaną część fabularną naprawdę świetnie. Zwłaszcza, że całość, chociaż dość luźno, była oparta na historycznych realiach.

W CoH2 sam czasem grywam do dziś. Obie gry jednak w pełni zasługują na miejsce w tym zestawieniu, chociaż do podium nieco brakuje.

Osobiście chciałbym pewnego dnia doczekać się kolejnej części, w której zmagania byłyby poszerzone o bitwy morskie i powietrzne, a teatr działań wojennych nie obejmował tylko Europy.

 

6. Total Annihilation (1997)

To było coś naprawdę nadzywczajnego. Olbrzymia liczba jednostek. Wybuchy. Grafika, której oczywiście było daleko do realistycznej, ale która dawała znaczną czytelność pola bitwy. Total Annihilation było grą przełomową. Choćby dlatego, że teren na którym przyszło nam toczyć walkę był zróżnicowany, trójwymiarowy, co miało przełożenie na możliwości taktyczne.

Gra była doskonałym przykładem 4X w grach RTS. To skrót od eXplore, eXpand, eXploit, eXterminate i prawdę mówiąc idealnie oddawał charakterystykę gry.

Kolejna rzecz, którą TA wygrywało sobie miłość fanów to liczba jednostek. Biorąc pod uwagę ledwie dwie strony konfliktu liczba około 130 jednostek robi wrażenie.

Duchowym spadkobiercą Total Annihilation był z całą pewnością Supreme Commander, gra wydana dokładnie dekadę po swoim poprzedniku. To także znakomity RTS, ale był on już mniej przełomowy niż TA, stąd jego brak w tym zestawieniu.

Zapewne Total Annihilation byłoby tytułem jeszcze bardziej kultowym, gdyby nie fakt iż rok później pojawił się i pozamiatał StarCraft. A z tą konkurencją wygrać już bardzo, bardzo ciężko.

 

5. Warhammer 40 000: Dawn of War (2004)

Mam do universum Warhammera 40 000 pewną słabość. No bo jak można nie kochać realiów w których za jedynego obrońcę ludzkości mamy państwo teokratyczne w którym  średniowieczna mentalność rodem z epoki krucjat, zmieszana jest z najgorszymi cechami ZSRR i Trzeciej Rzeszy? No i do tego mamy orków w kosmosie. Orków. W. Kosmosie.

Pierwsza część Dawn of War to RTS który doczekał się aż trzech dodatków i wraz z nimi tworzy rewelacyjną grę, w której mamy do dyspozycji aż dziewięć ras, z których każdą gra się zupełnie inaczej.

Gra miała świetną jak na swoje czasy grafikę, bardzo przemyślaną i dynamiczną rozgrywkę oraz bardzo fajny, iście warhammerowski klimat.

Część druga okazała się pierwotnie mniej ciekawą, ale z czasem zyskała sobie także niemałe grono zwolenników. Część trzecia pojawiła się ostatnio i chociaż ma wiele wspólnego z częścią drugą, to pełnymi garściami czerpie także z gatunku MOBA.

 

4. Total War: Medieval 2 (2006)

Najwyżej oceniana gra z serii Total War. Ja osobiście także uważam ją za najlepszą i przyznaję, że grywałem w nią nawet całkiem niedawno (może z 1,5 roku temu). Tytuł ten nie jest typowym RTSem, bo jednak część strategiczna rozgrywana jest w turach. Jednak bitwy toczymy już w czasie rzeczywistym. A poza tym zestawienie gier strategicznych bez przedstawiciela serii Total War? Serio? Wiadomo, że nie.

Oczywiście Medieval 2 to gra, która miała wszystkie cechy charakterystyczne serii Total War. Zarządzanie państwem w turach, bitwy toczone w czasie rzeczywistym całymi oddziałami (a nie tylko pojedynczymi jednostkami), dość luźne podejście do historii (co rekompensowała przyjemnie zbudowana encyklopedia).

W tym miejscu mógłby także znaleźć się znakomity Shogun 2, Rome czy którakolwiek z gier z serii Total War, ale to właśnie Medieval 2 zyskał sobie najwierniejsze grono fanów. Do tego popularność gry zwiększył dodatek Kingdoms, gdzie mieliśmy możliwość rozegrania kilku dodatkowych kampanii, w tym jednej toczącej się na terenach Polski, Litwy, Białorusi, Ukrainy i Węgier. Tak, granie Polską było całkiem przyjemne. 

 

 

3. Command & Conquer: Generals (2003)

US Army vs Chińska Armia Ludowa vs Arabscy Terroryści. To nie jest plan administracji Trumpa na najbliższe kilka lat, a szybki opis jednej z najlepszych strategii czasu rzeczywistego w historii.

Każda ze stron konfliktu miała kompletnie inną charakterystykę grania, odmienne jednostki oraz możliwości, ale wszystkie trzy były równie grywalne.

Amerykanie stawiali na mobilne, ale dość silne jednostki, Chińczycy gnietli masą piechoty oraz świetnymi czołgami, a terroryści z GLA konstruowanymi naprędce siłami, pojazdami składanymi z innych lub tłumami wkurzonych, ale uzbrojonych obywateli.

Grafika była, jak na 2003, po prostu dobra. Szybkość rozgrywki, zbalansowanie stron konfliktu oraz pomysłowość w doborze jednostek i technologii sprawiało, że Generals było po prostu grą, obok której nie dało się przejść obojętnie.

Dlatego smuci trochę fakt iż prace nad częścią drugą zawieszono. Ponieważ przyczyny zostały podane bardzo mgliście podejrzewam, że namieszało tu nieco złe poczucie poprawności. W końcu RTS w którym moglibyśmy zagrać także po stronie terrorystów, lub co gorsze niezadowolonych obywateli, mogłaby narazić grę na spore problemy. Bo w to, że handlowo Command & Conquer: Generals 2 odniosłoby sukces, trudno wątpić.

 

2. StarCraft i Starcraft 2 (1998 i 2010)

Gry RTS można podzielić na te przed, i te po premierze Starcrafta. To gra, która wprowadziła e-sport na salony, stała się sportnem narodowym w Korei Południowej, i mimo iż w zeszłym roku stała się pełnoletnia nadal jest popularna. O tej popularności świadczy najlepiej fakt iż Blizzard postanowił odświeżyć część pierwszą i wkrótce zobaczymy jej nową wersję.

Odnośnie części drugiej ciepłych słów też należy się wiele, ale mniej niż przy części pierwszej. Właściwie ostatni żywy przedstawiciel gatunku RTS. SC2 pozostaje aktywnym e-sportem i w praktyce nie ma konkurencji wśród współczesnych przedstawicieli swojego gatunku.

Jednocześnie gra nie jest w żaden sposób innowacyjna, a w chwili gdy się ukazała wygrała sobie pozycję na rynku głównie tym, że konkurencja była właściwie mizerna. I oczywiście legendą części pierwszej.

Nie zrozumcie mnie źle: Starcraft 2 jest moim zdaniem bardzo dobrą grą. Jednak innowacyjności tam nie ma. Jest bardzo, ale to bardzo solidne wykonanie, wolno starzejąca się oprawa graficzna, wiele możliwości oraz diabelna szybkość rozgrywki. Oraz miliony dolarów w e-sporcie, o czym doskonale świadczą coroczne tłumy na IEM.

A część pierwsza? To był początek pewnej epoki. Czasów, które gracze kochający RTSy z pewnością wspominają z łezką nostalgii. Bo wówczas tytułów z tego gatunku wychodziło nawet kilkanaście rocznie. Dziś cieszymy się z trzech.

 

 

1. Warcraft 3 (2002)

Zdziwieni? Chyba niezbyt. WarCraft 3 doczekał się wielu fanów, głównie ze względu na kompletność tej gry. Fabuła kampanii była po prostu wciągająca, świat uzupełniający uniwersum Warcrafta, prowadzący prosto do World of Warcraft, jak na tamte czasy także grafika i udźwiękowienie. To wszystko były elementy na plus. A na minus? No był drogi w chwili premiery. Tyle.

Warcraft 3 to gra pełna pomysłów, posiadająca elementy cRPG, do tego pozbawiona większych błędów. Gra po prostu bardzo, ale to bardzo dobra. Powiem więcej: wybitna. Tyle lat po premierze nadal bywa intensywnie ogrywana, a to już o czymś świadczy, prawda?

Od razu wyjaśniam dlaczego nie znalazła się na liście druga część WarCrafta. Mimo iż darzę ją niezwykle ciepłymi uczuciami część druga pozostała żywa znacznie krócej niż “trójka”. Podobny klimat, ale też niemal brak zróżnicowania w działaniu jednostek stawia jednak wyżej cześć trzecią. Dwójka natomiast, gdyby nie fakt, że istnieje część trzecia, znalazłaby się w tym zestawieniu z pewnością, chociaż nie sądzę by zajęła miejsce pierwsze.

Część trzecia to po prostu gra kompletna. Fabuła w kampanii, świetne multi, przemyślane jednostki, odrobina humoru oraz grafika, która z racji charakterystycznej dla Blizzarda kreskówkowości zestarzała się wolniej niż tytułów stawiających na “realistyczną oprawę graficzną”

Czekam, bardzo czekam na część czwartą. Mam nadzieję, że w Blizzardzie już ją rzeźbią i pewnego dnia nagle powiedzą “mamy, jest, gotowe”. Chociaż pewnie usłyszymy “robimy, będzie gotowe gdy skończymy”. Jak zwykle 😉